WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
niedziela, 31 stycznia 2010
Fryzjer

Dzwoni do mnie J.

J: Kurwa mać, ja pierdolę, jak już będziemy, kurwa, po tych jebanych studiach, to przwrócimy egzaminy czeladnicze. No niech tę fryzjerkę (...i takie tam podobne zaklęcia)!

Ja: Byłeś u fryzjera?

J: Kurwa, no byłem! Trzeba fryzjerom robić egzamin z MYŚLENIA! Czy ta głupia baba nie rozumie, że jak chcę ściąć CENTYMETR włosów, to nie oznacza to, że chcę mieć centymetr włosów NA GŁOWIE?! Miałem taką zajebistą fryzurę, ale już troszkę za długą i się źle układała, no to poszedłem do fryzjera, nie? (...i 5 minut historii przeplecionej licznymi przekleństwami; albo raczej przekleństw, w które wtrącał historię).

Ja: Ale ładnie wyglądasz?

J. nagle się uspakajając: Jasne. Jak zawsze.

 

Później rozmawiam z A.

Ja: A jak fryzura J?

A: Tak, że jak wyszłam z pociągu, to go nie poznałam.

J. jęczy obok: Mówiłaś, że ładnie...

11:25, pesymistyczne , Telefonicznie
Link Komentarze (12) »
sobota, 30 stycznia 2010
Prawie, jak u kosmetyczki

O. ciągle chodzi i ogląda się w lusterku.

E. ma wielki kuferek z niezliczonymi kosmetykami i z 50 różnej wielkości pędzli.

Jednym słowem: mają małego pierdolca. :D

 

Chodzi O. z tym czymś do wyrywania brwi i się czai.

O: Mogę? Mogęęę...? Tylko kilka brwi.

Maltretuje mnie.

Ja, mimo że mnie nie boli: Ała, ała! Znęcasz się nade mną!

O: Nie narzekaj. U kosmetyczki to kosztuje z 5zł, a ja wezmę tylko 2,50.

 

O. ogląda mnie z odległości metra.

O: Ładnie. Każda dziewczyna ci powie, że tak ci lepiej!

E: A faceci powiedzą, że pomalowałaś włosy.

 

O: Mogę cię pomalować?

Ja: Spoko.

O: Serio? :)))

Maluje mnie...

E: Patrz, jaki mam miękki pędzelek.

O. naburmuszona: A wiesz z czego ten pędzelek?

E: Z szopa.

Pokazuje inne.

E: Z kozła, szobola...

O. patrząc na E: Barana...

E: No tak, biedny szop. Ile musiał się nacierpieć. Miał rodzinę, plany, chciał iść na studia...

11:02, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (11) »
czwartek, 28 stycznia 2010
Krótko, a treściwie

E. do mnie: Zapłacisz mi w naturze.

W: Nie polecam.

środa, 27 stycznia 2010
Po egzaminie

Po egzaminie zostałam zatrudniona wraz z dwoma koleżankami do pomocy przy wpisach i rodawaniu indeksów, bo pan doktor i magister od razu po teście je sprawdzali.

 

Stoimy we trzy nad panem doktorem i sobie rozmawiamy.

Pan doktor: Panu magistrowi wzrosła wydajność i szybko sprawdza.

Ja: Bo my przeszkadzamy panu, a nie panu magistrowi.

Pan doktor: A pan magister pewnie mi zazdrości.

 

Pan doktor przesunął wypełnione indeksy w stronę koleżanki.

Pan doktor: One się dobrze ślizgają po tym stole!

I podaje tak poszczególne indeksy.

Pan doktor: Ale zabawa. :)

Koleżanka: Ile przyjemności może sprawić sprawdzanie testów.

Pan doktor: Życie trzeba sobie ubarwiać. Tym, których indeksy się słabo ślizgają, chyba obniżę oceny.

 

Wchodzi jakaś dziewczyna.

Dziewczyna: Panie magistrze, czy wpisałby mi pan zaliczenie z [nazwa przedmiotu]?

Pan magister: Pani wybaczy, ale teraz pomagam panu doktorowi. Niech przyjdzie pani na dyżur.

Pan doktor: I to pomaga nieodpłatnie, proszę to docenić.

 

Pan doktor: Nie muszą panie ciągle nam pomagać, jakoś sobie poradzimy, gdyby panie chciały iść.

Ja: Aż tak panom przeszkadzamy?

 

Koleżanka rozkłada karty egzaminacyjne.

Pan doktor do pana magistra: Te panie zorganizowały nam świetnie pracę, musimy je zatrudnić.

Koleżanka się szczerzy zadowolona.

Ja: Ja bym bardzo chętnie została na uczelni.

Pan doktor: Jak będzie pani na 5 roku to o tym porozmawiamy i ciekawe, czy nadal pani będzie tego chciała. (Chwila ciszy). Jeśli będę tu jeszcze wtedy pracować.

Ja: Jeśli dotrwam do 5 roku.

 

Ja do pana doktora: Porozkładać testy ocenami, jak robi pan magister?

Pan doktor: Tak, może pani iść postać obok pana magistra. Wiem, że jestem mniej atrakcyjny.

 

Pan magister podchodzi do pana doktora i pokazuje mu jakiś indeks.

Pan doktor: O, widzę, że awansowałeś.

Pan magister: Wpisać mi przed nazwiskiem profesora to szczyt lizustwa.

Pan doktor: Ale humor lepszy na cały dzień.

 

Pan doktor sprawdza mój test.

Pan doktor: Dostała pani 4.

Ja: A nie 5...? :(

Pan doktor: I jak pani o tym powie rodzicom? :)

 

Pan doktor: Ale sprawnie nam przy pomocy pań poszło.

Koleżanka: Aż żal, że nie ma kilku 2 i nie zrobimy poprawki.

Pan doktor: W rzeczy samej.

21:36, pesymistyczne , Wydział
Link Komentarze (9) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Harry Potter

W ramach relaksu i (niestety) nauki prawa administracyjnego vel. flaków z olejem, czytam sobie Pottera. :)

 

Siedzę na podłodze w mym własnym pokoju, obok mnie leży Bazyliszek, którego kłem zabiję Dziennik Riddla, a do pokoju...wchodzi mama.

Mama podejrzliwie: Co robisz?

Ja słodko: Uczę się prawa administracyjnego...

Mama otwiera usta, aby skomentować książkę Rowling na mych kolanach.

Ja: Na podstawie struktury Ministerstwa Magii w Harrym Potterze...

 
1 , 2 , 3 , 4
statystyka