WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
poniedziałek, 30 listopada 2009
Nowy Bóg

Ja (wzdycham sobie z nieznanego nikomu powodu): Boże...

W: Słucham?

sobota, 28 listopada 2009
Dwie imprezy to za dużo

Po bardzo dobrej imprezie czwartkowej miało odbyć się kinder party na stancji W., Cz. i G. z wróżbami i jakimś małym piciem. Tylko...towarzystwko jakoś nam się wykruszyło.

Przyszłam do nich, siedzę w fotelu, G. wycina serduszko, na którym ma zamiar wypisać imiona dziewczyn (do wróżby z wbijaniem szpilki).

Ja (patrząc na zgromadzonych gości, tzn. gospodarzy i siebie): Dobra impreza.

G: To wstyd, że w piątkowy wieczór nikt do nas nie chce przyjść na imprezę!

Cz: Studenci...

Ja: Tak was lubią.

 

Dzwonię do Z.

Ja: Gdzie ty jesteś?

Z: Pesy, ja niedawno wstałem, bo piłem do 9 rano.

 

Z moich wróżby wynikało, że moim mężem będzie Jaromir (ale ktoś też Jaromira wylosował, więc go odstąpię), potem wylosowałam dr House'a. :-)
Mój but wyszedł pierwszy za próg, a z wosku podobno wyszła mi całująca się para, między którą była dziurka...w kształcie serduszka.

Piszę to, bo wszystko wskazuje na to, że niedługo skasuję bloga, bo będę musiała rzucić studia, bo wpadnę i wyjdę za mąż. ;-)

 

Aaaaa...! We wróżbie autorstwa J., w której losowało się karteczkę z opisem nieszczęścia, jakie mnie niebawem spotka, mi przypadło... prześladowanie przez W.!
O Boże, jaka ja nieszczęśliwa będę! :D

11:02, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (20) »
czwartek, 26 listopada 2009
Wokół jedzenia i picia

W. wyjmuje czekoladę.

W: Częstujcie się. To dar boży.

Po chwili.

W: To znaczy mój.

 

W. dostał od koleżanki oscypki. Wyjmuje je z lodówki, gdzie leżały ileś tam dni, wącha, dotyka.

W: Weź dotknij, bo są chyba śliskie.

Dotykam. Faktycznie śliskie.

Ja: Zepsuty.

W: Trudno, najwyżej sraczki dostanę.

Ja: Nie zapomnij później napisać sms-a z podziękowaniami za oscypki: Były takie pyszne, że aż sraczki dostałem.

Wyjmuje je z woreczka.

Ja: Ej, oscypki śmierdzą same z siebie, ale one śmierdzą zepsuciem. Wyrzuć, kupię ci w Leclerku.

W: :(

Ja: Jak to studentowi smutno, gdy musi wyrzucić jedzenie.

W: Jesteś wredna.

 

W: W Leclerku jest szatan!

Ja: Masz tam etat?

 

Dzwoni do mnie D.

Ja (do słuchawki): Myślę...

W: Nie zrób sobie krzywdy.

Słucham D. i bawię się (że gryzę) słomką przez którą piję piwo.

W: Trenuj, trenuj, w końcu nadejdzie ten dzień!

 

W. daje mi sałatki: Ale zmywasz po sobie talerzyk!

Ja: Luz.

Zjadłam, wstaję, aby umyć talerzyk.

W. takim śmiesznym tonem: Ale ja żartowałem z tym zmywaniem...

10:53, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (18) »
środa, 25 listopada 2009
Kot

W. z G. chcą mieć kota na stancji! Przy czym należy pamiętać, że G. to poczciwe dziewcze, wegetarianka i serce na dłoni.

 

O imieniu...

W: Jak go nazwiemy? Może Suka?

G: Nie, no...na przykład Felcia.

 

O tym, co z kotem w wakacje...

G: Taką klateczkę się kupi, aby móc go przewozić.

Ja (żartem): To wy go nie wypuścicie na wakacje?

G: (wzrok pełen wyrzutu).

W: Tak. Powiemy mu 'papa, fajnie było, w następnym roku weźmiemy sobie nowego kota'.

 

O głaskaniu...

G: Fajnie będzie... Ten kot przyjdzie sobie do mnie na łóżko, połasi się, poprzytula...

W: Tobie po prostu brakuje kogoś to pogłaskania.

 

O spadaniu na 4 łapy...

W: Kot mojej babci spadł z wysokości 8 metrów.

Ja: Tego też możnaby zrzucić z balkonu.

W: Zrobimy tak.

G: (wzrok pełen nagany).

Ja (uderzam dłonią o stół): I będzie takie jeb!

W: Hahaha.

Ja: Główka o krawężnik...

W: (taki jego popisowy śmiech, a la szatan).


O kosztach utrzymania...

G: Dla nas to jedno piwo w tygodniu mniej, a dla takiego kota to całe życie. Jego jedne jedyne życie!

Ja: Przecież kot ma siedem żyć...


O postanowieniu: kot zostanie wzięty ze schroniska. Tam im dopomóż Bóg.

08:19, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Spacer z Bartkiem

W. ma fioła na punkcie swojego roweru. Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy byliśmy piękni i młodzi, jak spytałam, czy da mi się kiedyś przejechać, to odparł, że na jego rowerze jeździ tylko i wyłączni on. Poczułam się zraniona... :-)

 

Na jego stancji, ale go nie ma. Jestem sama z G. i patrzę na jego upierdolony w błotku rowerek.

Ja: Wiesz, że on mi kiedyś powiedział, że nie da mi się na nim przejechać...?

G: (pełem oburzenia okrzyk i zdumione spojrzenie).

Ja: Chodź go jutro wyniesiemy przed blok i porobimy sobie na nim zdjęcia. :D

G. zareagowała entuzjastycznie.

Ale wyszło, jak wyszło i nie wyprowadziłyśmy Bartka na spacer.

 

Wraca W. z domu. Ja akurat znów jestem u nich na stancji.

Ja: Wiesz, że wzięłyśmy twój rower na spacer?

W: Co?!

Ja: No jeździłyśmy na twoim rowerze.

W: Która się wyjebała?

23:22, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
statystyka