WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
czwartek, 29 grudnia 2011
Samolocik

Młoda na łóżku, ja na podłodze (bo lubię).

Młoda: Nie kochasz mnie już.

Ja: Ja ciebie nie kocham?

Młoda: Tak, nie kochasz mnie już.

Wstałam. Spojrzałam na nią. Ona przestraszona, szybko kładzie się płasko na łóżku.

Młoda: Skacz, przygotowałam się. (Rzekła, zasłaniając twarz rękami).

 

Leżąc na Młodej i radośnie podskakując, wpadłam na genialny pomysł!

Ja: Młoda, Młoda, Młoda! Weź mnie tak, no wiesz...! (Rozpościeram ręce, stojąc nad nią).

Młoda: Zrobić ci samolot?

Ja: No, no, no! Ja na Twoich nogach, będziesz mnie trzymać i ja polecę! No proszę, proszę, proszę!

Młoda odrobinę jakby przerażona: No dobra....

 

I robimy! Tzn. po 3 sekundach wylądowałam gdzieś na ścianie z głową między nią a łóżkiem, a resztą ciała na Młodej.

Ja się śmieję, ona się śmieje.

Młoda dusząc się: Gdzie ty jesteś?!

Ja: Wyciągnij mnie stąd, wyciągnij!

Młoda: GDZIE TY JESTEŚ?!

Ja: Na tobie, kretynko!

Młoda: Nie widzę twojej głowy. (I znów się dusi ze śmiechu).

 

Po akcji ratunkowej siedzę i sapię.

Młoda uprzejmie: Butlę z tlenem?

13:40, pesymistyczne , Akademik
Link Komentarze (7) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Zły człowiek

Z Młodą przez telefon.

M: Rodzice byli zaskoczeni, że nie przyjechałaś na święta.

Ja: Ale oni wiedzą, że ja nie jestem sierotą i też mam rodziców?

M: No wiedzą, że ich masz.  

 

M: Byliśmy w kościele i ksiądz na kazaniu mówił o jakiejś Afrykance, która każdego tygodnia czołgała się 5 kilometrów do kościoła, bo nie miała nóg...

Ja: I?

M: Jak ja wybuchnęłam śmiechem, jak sobie to wyobraziłam.

Ja: ...

M: Schowałam się za tatą, ale mama to mnie próbowała zabić wzrokiem.

 

Młoda wybierając, co by zjadła (o 23): Może bigos?

Ja: Pewnie, zjedz bigos o 23.

Młoda: Słyszałam, że jest taka dieta kapuściana...

Ja: No tak, bigos to w końcu kapusta.

 

Młoda: Ile razy z tobą rozmawiam przez telefon, tyle razy chce mi się siku.

Ja: Szczenięta też tak czasami mają, że sikają z radości na powrót właściciela.

 

Młoda opowiada o chłopaku, który ją chce, a ona go niekoniecznie, więc od początku roku akademickiego się do niego nie odzywa: On przyjechał i pyta, dlaczego mu nie odpisuję i nie odbieram telefonu. Ja powaga. A on do mnie tak prawie płącząc sapie "czy ja jestem złym człowiekiem?!"

I teraz, gdy ona coś podekscytowana mi opowiada, ja dramatycznie jej przerywam i pytam o to, czy jestem złym człowiekiem? :-)

17:33, pesymistyczne , Telefonicznie
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Boso

Gdy wypicie alkoholu przekracza granicę rozsądku, wtedy J. z A. czują potrzebę śpiewania. Kiedyś piosenki z Titanica i Britney Spears, ostatnio Zakopowera i "Boso".

A: Kto nie śpiewa "Boso", ten pije trzy kolejki!

Tak więc koleżanka M. zdjęła buty i wykrzyknęła radośnie: Ja śpiewam! 

13:25, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 grudnia 2011
Podobno jutro mamy jakieś święto...

Zdrowych i radosnych Świąt! :)

 

Hasło dnia, a dokładniej to rozmowy, którą przed chwilą odbyłam z Młodą: Ja bez Młodej to jak Maciek bez downa.  

czwartek, 22 grudnia 2011
Babcia mistrz

Zaczęło się od wizyty na rynku zieleniaku, na którym kupowałam z tatą owoce. U pana i pani, u których zazwyczaj robimy zakupy nie było szczypioru... Poszłam obok i oto spotkałam miłość swojego życia w postaci sprzedającego. 
Nad tym szczypiorem doszłam do wniosku, że jeśli mieć dzieci, to z kimś, kto jest tak przystojny, bo jako że będą głupie po mnie, to niech chociaż po ojcu ładne będą.

Piszę do Chincyka: On sobie tylko dorabia, a tak to studiuje prawo lub medycyne, prawda?

Chincyk stwierdziła, że on studiuje nawet te dwa kierunki jednocześnie. To się nazywa prawdziwa przyjaciółka! 

 

Ja do taty: A nie trzeba nam więcej szczypioru?

Dziwna mina taty.

Ja: Ładny chłopak...

Tato się szczerzy.

Ja: Tylko musiałbyś go zatrudnić, aby zapewnił mi godne życie...

Tato: I w ten sposób zostałabyś na moim utrzymaniu do końca życia.

 

Później poszliśmy do babci. I to był błąd, gdyż Bogusia była świeżo po słuchaniu o emeryturach w Radio Maryja i jako pierwszy finansista Rzeczypospolitej zaczęła obliczać przyszłą (niską, bo zajebaną przez PO) emeryturę taty. 

Babcia po spojrzeniu na swoje obliczenia: Okradli cię.

Ja piszę SMSy do Chincyka, tato pije kompocik.

Babcia: TUSK CIĘ OKRADŁ.

Nie wytrzymałam i się roześmiałam, tato mnie kopnął pod stołem, babcia natomiast... Wyjęła list z banku i zaczęła go czytać na głos. Coś tam o zmianie regulaminu nt. funduszów inwestycyjnych.

Ja ziewam, tato ziewa.

Babcia: I ja poszłam i zabrałam wszystkie pieniądze z konta!

Myślę se: Tusk pewnie ma wtyki i w banku.

I babcia wstaje, podchodzi do szafy, otwiera, wyjmuje jakąś reklamówkę, a w reklamówce banknoty, banknociki. Byłam w szoku.

Po dyskusji na temat motywacji babci i przekonaniu jej, że jednak oszczędności życia to lepiej w banku, a nie w mieszkaniu, a w ogóle to te zmiany w regulaminie nie dość, że są korzystne, to jeszcze jej nie dotyczą...

Tato: Ale że sama poszłaś po te pieniądze...

Babcia: Jakbyś poszedł ze mną, to to by było podejrzane!

 

Ja: Babciu, ale ja jestem pod wrażeniem, że masz tyle oszczędności.

Babcia: To na twoje wesele.

Ja: ...

 

Ja: Babciu, a nie trzeba ci kupić szczypioru?

Tato parsknął.

Babcia: Na zakupach byliście? 

Ja: Tak, owoce kupowaliśmy.

Babcia do taty: A masz jeszcze pieniądze, moze ja ci dam sto złotych?

Mina taty... :))) 

 

Babcia przy wyjściu daje mi nalewkę: Trzymaj na sylwestra.

Ja: Babciu, ale my się przed sylwestrem jeszcze zobaczymy...

Babcia: To dam ci drugą, bo to niewypada, aby panienka niosła dwie butelki. 

 
1 , 2 , 3
statystyka