WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
niedziela, 31 maja 2009
O Boże...

...rzekła przestraszona Pesy.

 

Czy wiecie, moi drodzy, że teraz nie mam zajęć, każdy próbuje stukać głową w ścianę, aby się czegoś nauczyć, więc nie ma śmiesznych dialogów ani sytuacji? Że sesja sprzyja myślom samobójczym? Że po sesji są WAKACJE? Co za idiota wymyślił 3 miesiące wakacji bez A., J. i W.?!

 

Co to będzie z moim blogaskiem?! ;(

11:25, pesymistyczne
Link Komentarze (20) »
sobota, 30 maja 2009
Rola idealna

Pod wpływem miłości do doktora od powszechnej (love jego zajęcia, najlepsze, jakie miałam) i pragnienia zrobienia czegoś interesującego postanowiłam wraz z A. i W. zapisać się do teatru przy kole, gdzie we wrześniu zaczną się przygotowania do procesu inkwizycyjnego o czary.

W. do mnie: Ty będziesz drzewem. Będziesz sobie tak stała i... Stała. I stała. 

Później.

W: Możesz też zagrać podłogę.

 

W kole. 

W: Koleżanka nadaje się na czarownicę, nie potrzebuje charakteryzacji. 

 

Rozmawiając z doktorem.

Ja: Próby będą w wakacje?

Doktor: Nie, no co też pani.

Ja: A my mieliśmy nadzieję, że będziemy się z W. i A. częściej spotykać, bo jesteśmy z różnych części Polski.

Doktor: Skąd państwo są?

W: Ja z podkarpacia, [wymienia nazwę miasta].

Doktor: Też jestem z tych okolic. Przejeżdżam zawsze przez miasto, w którym pan meiszka.

W: O. 

Ja: Jak zobaczy pan wariata na ulicy machającego, to znaczy, że W. pana wypatruje.

11:17, pesymistyczne , Wydział
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 maja 2009
Dzwoni J.

Koleżanka E. nas trochę wkurza (tylko W. jest spokojny, bo od lat ćwiczy opanowanie za pomocą młodszej siostry). Dlaczego? A no bo ona studiowała już pierwszy rok prawa wieczorowo na UW. Miała 5 egzaminów przez cały rok, 3 poprawki, a teraz zachowuje się, jakby pozjadała wszystkie rozumy, czy nas trochę denerwuje, a strasznie śmieszy.

J. uwielbia dzwonić do mnie z każdą pierdołą. Gdy wymyśla coś 'genialnego' obdzwania dodatkowo pół wsiów i okolicy. :)

 

Ostatnio wymyślił, że E. zda te najcięższe egzaminy (bo miała je już raz, a nawet dwa razy:)), ale z doktrynami może mieć problem. Odkrycie owo sprawiło mu wiele radości, więc musiał zadzwonić do mnie i do W.

Godzina po 24. Ja pod prysznicem. Słyszę, że w kieszeni spodni wibruje mi telefon. Raz, drugi, trzeci... Myślę: coś poważnego. 

Ja odbierając telefon od J: Co jest?

J: Hehehehehehehehe.

Ja: Streszczaj się, jestem w łazience.

J. (zafascynowany): Kupę robisz?

Ja: Nieee....

J: Masturbujesz się?

Ja (zniecierpliwiona): Pod prysznicem byłam.

J. (głębokim głosem): Opowiedz mi o tym.

Ja: Z czym dzwoniłeś do mnie?

J: Zapomniałem. No to opowiesz?

Z boku słyszę śmiech A. 

Ja: Powiedz A., że ją kocham.

J: Pesy mówi, że mnie kocha.

A. (spodziewając się modyfikacji informacji): Powiedz, że też ją kocham.

J do mnie: A. mówi, że ona kocha mnie bardziej. 

 

Do W. też J. dzwonił.

W: Mówię mu, aby ucałował A., a on odpowiada, że jest właśnie w okolicach pępka. 

 

Inna rozmowa.

J: A. mi właśnie powiedziała, że nas związek powinien opierać się na kompromisach, więc muszę jej ustępować. 

09:24, pesymistyczne , Akademik
Link Komentarze (10) »
środa, 27 maja 2009
Bambus

Miałam bambusa, którego nazwałam Stefan. Stefcio stał w długim wazonie, czasami miał wodę, jak Żyrafa mu dolała i sobie ładnie wyglądał. Niestety, nadszedł czas, że zaczął żółknąć. Pomyślałam: Stefciu, trza Cię wywalić, tylko... Jakoś szkoda mi go było.

Wracam z zajęć, patrzę na Stefana, a on coraz bardziej żółty.

Ja: Żyrafa, chyba bambus mi zdycha.

Żyrafa (wielce zaaferowana tym, co rzekłam do niej): Yhyyyym. 

A ja patrzę na niego w skupieniu.

Ja: Trzeba go wywalić.

Żyrafa: Yyyyhy.

Ja: Szkoda mi go. :(

Żyrafa spojrzała na mnie, a w oczach jej czaiła się litość. Nie wobec bambusa, którego chwile były policzone, a wobec mnie.

Ja: Wywalisz go? 

Żyrafa: Zróbmy mu pogrzeb.

Żyrafa wzięła w dłonie swe mego bambusa, ja łkałam cicho, żeganając się z myślach przyjacielem. I poszłyśmy do zsypu. Ma zacna współlokatorka odśpiewała mu piękną pieśń pogrzebową, ja rozmazałam sobie potokiem łez oko pomalowane, aż stanęłyśmy przed celem naszej podróży. Zsyp.

Ja: Trzeba go złamać, bo się nie zmieści. 

Żyrafa minę miała nietęgą.

Ja (cofając się zza drzwi): Nie chcę na to patrzeć!

18:10, pesymistyczne , Akademik
Link Komentarze (18) »
wtorek, 26 maja 2009
Bułki

Na stancji u A. i J.

A. do J. słodkim głosikiem: [zdrobnienie imienia J.] nakarm ptaszki. Są trzy już twardawe bułki, to rozdziubią na parapecie.

No to J. nakarmił ptaszki.

 

 

 

PS. Mój blogasek ostatnimi czasy przypomina bardziej fotoblga. Chyba powinnam wstawić jakieś brakatowe diody i różowe tło. Fotoblogi są słitaśne. :)))

09:07, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
statystyka