WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
sobota, 31 lipca 2010
Czosnek

Najstarsi górale pamiętają, że mieszkałam w tym roku w pokoju w akademiku z taką Zarazą.

Jak się przeziębiła, to wpierdzielała ciągle czosnek.


Przyszła do niej koleżanka (w segmencie śmierdzi czosnkiem).

Zaraza: Przeziębiłam się, więc ciągle jem czosnek i trochę śmierdzi. Ale przynajmniej zabijam wszsytkie zarazki.

Ja (siedząc na parapecie, gdzie się uczyłam): Szkoda, że najpierw zabijesz mnie.

Koleżanka Zarazy: Dlatego się uczysz na parapecie.

Ja: Tak, to syndrom pogoni za tlenem.

13:43, pesymistyczne , Akademik
Link Komentarze (17) »
czwartek, 29 lipca 2010
Reklama

J. bajeruje Chincyka.

Chincyk w pewnym momencie: Ja mam Pesy.

J. robiąc wymowną minę: Nie polecam ci jej.

Ja do Chincyka pokazując z 6 centymetrów palcami: Ja tobie J. też nie.

J. pokazuje mniej więcej taki sam odcinek i robiąc minę maczo: Grubości.

15:00, pesymistyczne , Wydział
Link Komentarze (16) »
wtorek, 27 lipca 2010
Najwyższa władza

Dawno, dawno temu na egzaminie z administracyjnego. (Historia usłyszana od kolegi).


Profesor zadał pytanie typu "kmu przysługuje jakaś tam kompetencja". Osoba pytania nie potrafiła odpowiedzieć.

Prof. podpowiadając: A kto jest najważniejszy w gminie?

Odpowiadający: Proboszcz?

13:05, pesymistyczne , Wydział
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 lipca 2010
Uciekający sklep

Idę z W. do A. i J. J. po nas wyszedł i poszliśmy razem do sklepu.


Jakiś pijaczek, który też szedł do sklepu przyśpieszył, aby wejść przed nami. Spojrzał na nas taki zadowolony, że mu się udało.

W: J., szybciej, bo ci sklep ucieknie.

 

To jest śmieszne!

sobota, 24 lipca 2010
Starość, a mimo wszystko radość

Od środy jestem stara i... No brzydka to ja i wcześniej byłam.

 

Dzwoni J.

Po w miarę normalnych życzeniach.

J: Mam dla cebie czterometrowy prezent.

Ja: Dasz mi SIEBIE?!

J: Nie, kabel do internetu, bo przez rok w akademiku nie mogłaś sobie kupić. W końcu będziesz mogła grać w gwizdki dłużej, niż tydzień!

 

Dzwoni W.

Po życzeniach.

W: Dobra kończę, szkoda mi kasy na rozmowę z tobą.

 

Okazało się, że w Lublinie, w którym miałam się spotkać z A. był też W., jego dziewczyna, koleżanka E. i N. W. oblał mnie szampanem, co warto odnotować, ponieważ pierwszy raz dzięki niemu byłam mokra.

J. nie mógł przyjechać nie tylko z powodu braku kasy...

A: J. ma wstrząs mózgu.

Ja: Czego?!

 

J. dzwoni do A.

A: Doszliśmy wspólnie do wniosku, że nie możesz mieć wstrząsu mózgu, bo go nie masz. To wstrząs czaszki.

 

Po jakim czasie znów dzwoni J.

A: Kurwa, było przyjechać, a nie do mnie teraz wydzwaniasz!


W łazience na stancji A. i J. lezy Playboy.

Ja: Po co on tam leży?

A: J. zostawił dla kolegów, aby mieli co oglądać.

Ja: Dla kogo?

A: J. wierzy, że to do niego, a nie do mnie przychodzą koledzy.


S. nie przyjechała, bo przedłużyła sobie wyjazd wakacyjny. Doszłam z A. do wniosku, że najwyższa pora ją wyjebać z fejsa...

A: Bo ona by tylko się z tym swoim seksiła! I nie przyjechała! (Bierze telefon). Zadzwonię i jej przeszkodzę w seksie!

 

N. się awanturuje, że J. nie zapłacił za interent, który jest na nią (J. znowu dzwonił).

N: Nie będę mogła przez ciebie wziąć kredytu!

A: Na mieszkanie z krokodylem.

 

Jak zostałam sama z A. wleciała do pokoju osa. W środku nocy. A ja miałam spać w tym pokoju. A przecież boję się robaków! Podjęłam się wyzwania Actimela i zapolowałam na osę.

Przywdziałam zbroję z różowego ręcznika z gołą babą. W jedną rękę wzięłam klapka, w drugą perfumy D&G własności A.

Szturm był stopniowy. Podchodziłam do niej, ona bzyknęła, ja uciekłam. Psiknęłam perfumami, ona latała, jak durna, ja spierdalałam. Siadła na górze na meblach, stanęłam na krzesło, ona bzyknęła, A. uciekła za drzwi, a ja przykryłam się ręcznikiem. W końcu ją zagazowałam. I dojebałam jej butem.

 

Następnego dnia osa leży na środku pokoju.

Dzwowni do A. J.

A: U ciebie w pokoju leżą zwłoki.

J: O, Pesy się najebała. :D

00:42, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2 , 3
statystyka