WPiA: Wydział Prawa i Absurdu
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Włochy

Jeszcze z Wigilii studenckiej.

Jedna z koleżanek (M.) dnia następnego o 7 miała busa do Warszawy, skąd leciała do Włoch.

 

O 5 rano siedzimy już lekko senni, a jej się śledzia zachciało.

A: Ja cię nie wyganiam, ale na twoim miejscu to bym się już stresowała, że mam o 7 wyjechać, a siedzę napita na imprezie i jem śledzia...

M: Spoko, mam jeszcze dużo czasu. Zaraz wyjdę, akurat dojadę do domu, prysznic, pakowanie...

A: Pakowanie?

M: No bo poskładałam ciuchy, ale część jeszcze wisi uprana, część przygotowana, ale niepoukładana...

A: Wiesz, że jest już piąta...?

M. spadł śledź z talerza: No kurwa! Taką miałam na niego ochotę!

Patrzymy z A. po sobie.

Ja: Tu było dziś odkurzane...

A: Bez przypału, było.

I ona... Tak. Serio. Podniosła go, obejrzała i zjadła.

M. zadowolona: Teraz mogę jechać do domu.

I siedzi.

A: Do siódmej jeszcze dużo czasu...

M: Ja tego busa mam o 7.15.

A: Aaaa... Jak o 7.15 to się nie śpiesz!

M. kiwając głową: No właśnie, wyrobię się. Jeszcze nawet na fejsa wejdę.

Ja: To może śledzika, bo jeszcze został?

M: Nie, nie, wiesz, jeden mi wystarczy, ja już zresztą jadę do domu się pakować, rozumiesz, o 7.15 mam busa...

I siedzi nadal.

11:53, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Boso

Gdy wypicie alkoholu przekracza granicę rozsądku, wtedy J. z A. czują potrzebę śpiewania. Kiedyś piosenki z Titanica i Britney Spears, ostatnio Zakopowera i "Boso".

A: Kto nie śpiewa "Boso", ten pije trzy kolejki!

Tak więc koleżanka M. zdjęła buty i wykrzyknęła radośnie: Ja śpiewam! 

13:25, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 grudnia 2011
Wigilia

Studencki zwyczaj nakazuje, że Wigilia odbywa się tydzień wcześniej, zaczyna o 20, dziewczyny robią coś do jedzenia, a faceci przynoszą alkohol. Co roku o opłatku się zapomina, ale na szczęście w Żabce są Andruty.

(Bo na pierwszym roku dzwoni do mnie A., w czasie, w którym ja coś dokupywałam...

A: KURWA! NIE MAMY OPŁATKA!

Ja: Ojapierdolękurwajegomać.

Po chwili paniki na ladzie dojrzałam...

Ja: Luz, mają andruty).

 

O 20 przybyłam do stajenki z Chincykiem. A tam J. lepi pierogi.

A. z niepomalowanym jednym okiem: O, jesteście punktualnie.  

 

W kuchni. J. lepi, koleżanka lepi, A. robi makijaż, my dajemy nasze dary boże.

Ja: Od tuńczyka ciągle śmierdzą mi ręce.

Chincyk podkłada rękę pod nos J., który nachylał się nad stołem.

J: Ty się lepiej przyznaj, że się masturbowałaś i nie umyłaś rąk...

Ja: To ręka Chincyka, a ty i tak mówisz do mnie!

J: A wiesz, że to niewyjaśniona zagadka, czy to cipa śmierdzi śledziem, czy śledź cipą?!

 

Po pierwszym toaście i również pierwszym daniu.

Ja: Może byśmy sobie życzenia złożyli?

J: Po co? Na fejsie sobie poskładamy.

 

W końcu ktoś poszedł po Andruty, S. połowę zjadła, zanim poskładaliśmy sobie życzenia, w końcu ktoś wyłączył radio ze świątecznymi przebojami, a włączył z disco polo i impreza trwała...

 

Ktoś do W.: Nie jedz tyle, musisz dbać o linię.

S: Aby była gruba i wyraźna. Więc jedz!

 

Chincyk była w skórzanej spódnicy. Ktoś chwali.

Ja: Upolowałyśmy murzyna i jest spódnica? Jest.

 

J. kwiknął.

Chłopak S: O, J. przemówił w Wigilię ludzkim głosem.

 

J. zaczął nam opowiadać jakąś wielce fascynującą i proporcjonalnie długą historię, w której połowie wyszedł do kuchni.

A. wchodząc do pokoju: Doszedł do puenty?

Ktoś: Chyba nie.

A: On nigdy nie dochodzi. 

 

Krokiety robiła dziewczyna W. i jeszcze ktoś. Odgrzane zostały postawione na stole.

Ktoś: Czyje to?

Zostało ustalone, że dziewczyny W.

A: Później się odgrzeje te drugie.

Chłopak S: Te drugie to J. już pewnie zamroził, aby na przyszłość były. 

 

Nie było współlokatorki A. i J.

Ja: Gdzie N.?

A: Nie została zaproszona.

Gdy później wróciła z pracy.

N: To jest fajne, co roku się u was na Wigilii najem, napiję...

J: Później po niej posprzątasz, bo mi i A. się nie chce.

 

J: Nie mogę schudnąć!

Ktoś: Dlaczego?

J: Bo mi cycki znikną!

 

Około 2 zrobiło się zamieszanie. Kłótnie, krzyki, dramaty związkowe, dziwne, że nikt od nikogo w mordę nie dostał... No świąteczna atmosfera.

Opowiadamy N. od czego się zaczęło.

N: A ja dziś dostałam 130zł napiwków.

Ja: E, to w porównaniu z tym, to u nas nuda. 

12:46, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 28 listopada 2011
#FormatM1

Piątek, Warszawa, mieszkanie ^Avdoti i ^Lancastera. Nie dość, że przygarnęli na noc mnie, to jeszcze ^PawłaOrzecha

(Podobno, co w Formacie M1, to w Formacie M1 zostaje, ale przecież ja mam bloga...).

 

Rozmawiając o zamiarach Orzecha, który chciał się napić dwoma piwami, powstał na blipie tag #Orzech_który świecący sukcesy tamtejszego wieczoru. 

 

Orzech: Nie lubię dużych cycków.

Ja: Ej!

Orzech: No co?

Ja: A, małe są proporcjonalne do ciebie.

 

Nie wzięłam ze sobą laptopa, a Lan siedział przy swoim komputerze, obok Avdoti leżał jej, Orzech przytulał się do swojego...

Ja: Czuję się samotna.

Orzech: Przecież masz raka.

 

Młoda, gdy zobaczyła Orzecha na zdjęciach, chciała, abym przywiozła go do Lublina, jako suwenir. Rozmawiam z nią przez telefon, po chwili oddałam słuchawkę Orzechowi.

Orzech po kilkunastu sekundach do słuchawki: Jesteś podobna do mojej byłej.

Oddaje mi telefon.

Młoda: Ale mi pojechał! Powiedz mu, że miał szansę na najlepszego loda w życiu, ale to zmarnował!

Ja: Miałeś szansę na najlepszego loda w życiu...

Orzech: Nadal mam, przecież sam sięgam. 

 

^Pastylka zamieściła na blipie wpis: "Kto wypina, temu wina." A ów weekend spędzała ze swoim chłopakiem...

Ja: O, w dupę trafił.

Orzech: To źle?

Ja: Jak z zaskoczenia...

Orzech: Mi się tam podobało.

Ja: Orzechu, nie zawsze, jak dziewczyna krzyczy, to znaczy, że jest jej dobrze.

Po chwili.

Orzech: Napiszę o tym Ylce.

Ja: Ale po co, skoro może przeczytać na blogu? 

 

Orzech opowiada nam w sposób ściśle naukowy o tym, jak dochodzi do zapłodnienia. Po wywodzie pełnym komórek plemnikowych, pochew, prąci i innej ejakulacji): A po dziewięciu miesiącach bocian przynosi dziecko.

Avdotia: To dzieci nie znajduje się w kapuście?

Orzech: To czarnych, bo bliżej ziemi. 

 

Lancaster po powrocie ze sklepu do mnie: Wolisz szarlotkę czy kremówkę?

Ja: Kremówkę.

Lancaster: To dobrze, to ja z Orzechem dostaniemy szarlotkę, a kremówek nie było. 

 

Avdotia wspomniała o trailerze porno, które ma fabułę i dialogi, Orzech miał go na dysku, więc włączył.

Lancaster zmierzając w stronę kuchni: Chcecie coś ciepłego? 

Orzech: Pytanie o coś ciepłego, gdy oglądamy porno, brzmi dziwnie. 

 

Orzech: Zaraz wam pokażę zabawnego penisa!

(I przewija ten film, przewija...).

Avdotia: Orzech, który zgubił zabawnego penisa.

(Znalazł. A tam taki malutki, nieproporcjonalny).

Orzech: Patrz, jaki zabawny!

Ja: Ty patrz, jaki kunszt aktorski u niej. Jak ona udaje, że się nim dławi. 

 

Lancaster (z powodu, którego nie pamiętam) zrobił smutną minę.

Orzech: Przytulić cię? Pogłaskać? Klęknąć? 

 

Orzech: Masz obowiązek mnie kochać!

Ja: Ty mnie też.

Orzech: Będę, tylko się bardziej wypnij. 

 

Orzech wstając: A pójdziesz ze mną do toalety, pocelować mi, jak będę sikał? 

 

Orzech: Czy tłum już lubi #orzech_który?

Ja: Tak, trzy osoby. I wszystkie są w tym pokoju. 

14:27, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (13) »
sobota, 26 listopada 2011
Herbata z rumem

Na herbacie u A. i J. z Chincykiem. 

Chincyk opowiada o swoich współlokatorkach, które się nie myją.

Chincyk: I one tak pachną... I przedtem i potem!

 

Opowiada, opowiada, A. płacze ze śmiechu, J. słucha uważnie. 

J. do A: Jak tak słucham o nich... To masz konkurencje!

A: Boję się.

Chincyk dalej nakręcona: Jedna ma straszne problemy z trądzikiem.

J: Zaklepuję tę z trądzikiem!

 

Chincyk nadal opowiada.

J. wyrwany z zamyślenia: Tak myślę o ludziach, którzy żyją jak chwasty...

 

I nadal opowiada, tym razem o tym, że jej tato ma dużą wadę wzroku, a u kobiet zwraca uwagę tylko na nogi.

J: A ciebie poznaje?

Chincyk potwierdza.

J: Czyli masz dobre nogi!

 

A: Ja to bym chciała mieć bliźnięta. Stasia i Nel.

Chincyk: A były bliźnięta u ciebie w rodzinie?

A: W dalszej były. Ale u J. nie. Ale ja sobie postanowiłam, więc muszę mieć!

Chincyk: To słodkie, jak mówisz o J., jako o przyszłym ojcu twoich dzieci.

A. szeptem: Bo gdzie ja ładniejszego znajdę?

 

Chincyk do J: Jak myślisz, ile dziewczyn się za tobą ogląda na ulicy?

J: Dziewięć i pół.

Chincyk: Pół?

J: To pół to zez.

11:42, pesymistyczne , Stancje
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
statystyka